Gender: Male
Status: Single
Age: 21
Sign: Capricorn
City: Barcelona
State: Barcelona
Country: ES
Signup Date: 2/14/2007
|
|
|
|
Saturday, May 10, 2008
 |
Current mood:  crushed
Category: Dreams and the Supernatural
Życie to chyba jedno wielkie pożegnanie.Otaczają mnie krople wody, kapie na mnie, we mnie. Kapie deszcz, jak i zmęczenie. Kapie powoli nowa książka, nowe życie i nowość samawsobie. Potrzebowałem tego wina, które mi nalewałaś do kieliszków, potrzebowałem tamtych momentów, żeby nie czuć się tak samotnie nad wódką z colą. Nikt mi już nie życzy schronienia przed burzą, ani ciepłego ognia, żebym się ogrzał. Ani tym bardziej, kiedy pada śnieg, nikt nie życzy mi już miłości. Pozostałem w sobie. Znalazłem ten przycisk, który ma każde z nas, przycisk za sprawą, którego potrafimy odczuwać przyjemność z bólu. Bo to boli, tak, rwie serce na strzępy. To samo serce, które się roztopiło tak niedawno po wielkim zlodowaceniu. I to samo, które dawnej nie wzruszone, teraz kruszy się, jak ciasteczko cynamonowe pod palcem, kiedy nudzi ci się na kawie i nie masz gdzie rąk wsadzić. Poszedłbym z wami na piwo. Nie pozwala mi dystans, odległość jaką muszę pokonać między sobą samym a mną. I zabrzmi to jeszcze bardziej egoistycznie, czas odejść. Może wtedy ktoś będzie chciał być cieniem mojego cienia.
Powered by  | | English | | Albanian | | Arabic | | Bulgarian | | Catalan | | Chinese | | Croatian | | Czech | | Danish | | Dutch | | Estonian | | Filipino | | Finnish | | French | | Galician | | German | | Greek | | Hebrew | | Hindi | | Hungarian | | Indonesian | | Italian | | Japanese | | Korean | | Latvian | | Lithuanian | | Maltese | | Norwegian | | Polish | | Portuguese | | Romanian | | Russian | | Serbian | | Slovak | | Slovenian | | Spanish | | Swedish | | Thai | | Turkish | | Ukrainian | | Vietnamese |
|
|
|
|
Sunday, April 27, 2008
 |
Current mood:  crappy
Category: Dreams and the Supernatural
Poznałem niedawno człowieka, który miał to niebywałe szczęście, wyjść z domu i już nie wrócić.Wiadomości pokazywały kiedyś jego zdjęcia. I był taki program ktokolwiek widział. Nie uważając się za kogokolwiek nie zadzwoniłem na numer podany na dole ekranu, ani nie podzieliłem się informacją z rodziną, przyjaciółmi, czy policją. Człowiek, który wyszedł z domu i zaginął. Ile jest takich przypadków. Każdy na pewno słyszał jeden, czy drugi mit miejski o zaginięciach, tajemniczych porwaniach i, Bogu winnych, kosmitach. Wsadźmy je na półki koło tej dziewczyny, która miała wysypkę po kontakcie ze zmarłymi, chociaż obcowała tylko z jakimś chłopakiem, który później okazał się nekrofilem. Ulokujmy „wyszedł i zaginął"obok „czarnej wołgi" i „zmutowanych szczurów kanalizacji". Człowiek, który wyszedł i nie wrócił to inna historia. Zostawmy w tyle płaczącą matkę i ojca. Odrzućmy brata, który go nigdy nie lubił ale teraz odczuwa tę stratę. Na koniec odwalmy się wreszcie od najlepszej przyjaciółki, która go widziała po raz ostatni, kiedy wychodził. Proponował jej spacer, lecz bolała ją głowa. O głowo! Czy twoje bóle muszę nas skazywać na tak częste mówienie „nie"?-Idę kupić fajki, chcesz się przejść?- zapytał podobno.-Nie, boli mnie głowa.- odparła równie prawdopodobnie.Jednak to także wetknąć można między bajki. Człowiek, który wyszedł i nie wrócił, pewnego wieczora wychodzi. Na spacer. Księżyc schował się za chmurami, albo jest w nowiu, ulice są puste, a może bardziej pełne pomysłów. Na łeb na szyje pada podejście do życia. Człowiek ów lokuje pieniądze w jednym z licznych automatów z papierosami, czary mary, wyskakuje paczka. Niezgłębiona tajemna siła technologii przyczynia się do nałogu. Zapala. Cisza naokoło jest jakby nieznośna i pociągająca. Jak to noc. Pachnie ciemnością i przelewa się zgrzytem zębów. Idzie wzdłuż drogi, którą chodzi tak często. Codzienna trasa, jak co dzień, nil novi, sine superflua. Podąża w myślach, tą samą trasą. Raz skręca w lewo, to w prawo, potem znowu w lewo, jest ciągle w tym samym punkcie. Bezczynność jego spaceru zmusza go do jakiś nowych osiągnięć. Idzie gdzie indziej. Zstępuje na łuk brwiowy i dalej nosem aż do ust. Odstępuje od idei i zbacza z drogi rzeczywistości. Nie wiedząc dokładnie jak, dochodzi do świata mniej realnego, mniej wyzutego i mniej światowego. -Witaj.- mówię ja, bo wypada, lecz on, na złość, mi nie odpowiada.Nie odpowiada mi jego wygląd człowieczy, aż do szpiku kości. Naturalny jest i piękny, a tu trafia tylko przypadek i niekonieczność. Rozgląda się po szufladach tego świata. Postanawia tu zamieszkać i nie wracać. Rozgaszcza się i panoszy. A to przecież moje połaci są myśli! Moje miały być bezkresne pola fantazji.Siada na skwerku snu i coś mówi pod nosem. Gada tak lat może z dwieście, lecz znudzony nareszcie wstaje i zamyka okna na rzeczywistość, bo, jak twierdzi, jest zimno. Pozostaje w swoim zwykłym stanie cudownym i zjada banana. Człowiek, który wyszedł i nie wrócił. Pisali o nim w Fakcie i w Dzienniku, potem jeszcze we Wprost i Newsweeku. Ktoś wspomniał o nim nawet w The Timesie, a zagościć tam jako informacja, to już duże wyróżnienie. Ale mówili, że nie wiadomo co z nim się stało- a to nie do końca prawda. Pisali, że pewnie nie żyje- a to już kłamstwo. A on po prostu stał się niedorzeczny i nie wchodził więcej do rzek. Czas się mu przesiąkł przez palce i z powodu braku czasu, już nawet ja go nie widywałem. Człowiek, który wyszedł i nie wrócił, zamieszkał w marzeniach i niczym go stamtąd nie wypędziłem. Rozprawię się z nim, kiedy nadejdzie remanent.
Powered by  | | English | | Albanian | | Arabic | | Bulgarian | | Catalan | | Chinese | | Croatian | | Czech | | Danish | | Dutch | | Estonian | | Filipino | | Finnish | | French | | Galician | | German | | Greek | | Hebrew | | Hindi | | Hungarian | | Indonesian | | Italian | | Japanese | | Korean | | Latvian | | Lithuanian | | Maltese | | Norwegian | | Polish | | Portuguese | | Romanian | | Russian | | Serbian | | Slovak | | Slovenian | | Spanish | | Swedish | | Thai | | Turkish | | Ukrainian | | Vietnamese |
|
|
|
|
Saturday, April 26, 2008
 |
Category: Dreams and the Supernatural
 perfect housewife w wykonaniu Pa Wr
Powered by  | | English | | Albanian | | Arabic | | Bulgarian | | Catalan | | Chinese | | Croatian | | Czech | | Danish | | Dutch | | Estonian | | Filipino | | Finnish | | French | | Galician | | German | | Greek | | Hebrew | | Hindi | | Hungarian | | Indonesian | | Italian | | Japanese | | Korean | | Latvian | | Lithuanian | | Maltese | | Norwegian | | Polish | | Portuguese | | Romanian | | Russian | | Serbian | | Slovak | | Slovenian | | Spanish | | Swedish | | Thai | | Turkish | | Ukrainian | | Vietnamese |
|
|
|
|
Tuesday, April 22, 2008
 |
Current mood:  scared
Category: Dreams and the Supernatural
Dno mi się chyba już urwało, bo dupa boli, a spadać nie przestaję. Źle mi, choć nawet nie jestem w państwie Duńskim. I kolejne bicie zegara mi staje w przełyku. Słucham jakiejś rozmowy dwóch debili zza zachodniej granicy, bo niby tam jeszcze jedno państewko wcisnęli. I ochoczo się po mnie pustka przechadza. Rzeczywiście, powiedziałbym, gdyby nie upierdliwa fikcja życia. Coś się z nami niedobrego porobiło, co gorsza, nieodwracalnie. Fioletowy szalik nie przyniósł oczekiwanego obrotu zdarzeń, zapisuje się na liście kolejnych idiotycznych rzeczy, które mam. Ta lista nie jest specjalnie długa. Niezgrabne i niedoskonałe, prawie, że niecielesne ciało. Setki myśli bezużytecznych. Tęsknota i wiara. Poszukiwania Miłości Życia. Atrybuty zewnętrzne w postaci pary oczu, pary uszu i nosa sztuk jedna. Zachwiane podejście do życia i zawroty duszy. Niewypowiedziane słowa, wypowiedziane słowa, brak słów. Ów szalik. I coś jeszcze co mi umknęło i chyba nie powróci. Siadłem tedy nad rzeką goryczy, a mogła być to Wisła, zapłakałem, coś jakby rzewnie. Popukałem się po głowie, co mam w zwyczaju. Złapałem w ostatniej chwili chwilę za nogę i rzekłem jej: -Kiedy los się odmieni? -Za chwilę.- odpowiedziała. Nadszedł dzień tego, co zabił smoka. Ukoi mnie, doda sił na więcej sił? Spadać dalej i tak nie ma sensu, no chyba, że jest jakieś drugie dno w tej zagadce istnienia.
Powered by  | | English | | Albanian | | Arabic | | Bulgarian | | Catalan | | Chinese | | Croatian | | Czech | | Danish | | Dutch | | Estonian | | Filipino | | Finnish | | French | | Galician | | German | | Greek | | Hebrew | | Hindi | | Hungarian | | Indonesian | | Italian | | Japanese | | Korean | | Latvian | | Lithuanian | | Maltese | | Norwegian | | Polish | | Portuguese | | Romanian | | Russian | | Serbian | | Slovak | | Slovenian | | Spanish | | Swedish | | Thai | | Turkish | | Ukrainian | | Vietnamese |
|
|
|
|
Friday, April 18, 2008
 |
Current mood:  amorous
Category: Dreams and the Supernatural
To boli, kiedy nie możesz powiedzieć komuś kogo kochasz, że tak jest.Każdy zakochany robi głupie rzeczy. Najgorzej zakochać się od pierwszego wejrzenia. Ktoś widzi po raz pierwszy wcielenie swojej Miłości Życia w autobusie linii 68 z Univesitat o 9:41 i nie może w to uwierzyć. Siedzi na przeciw i zaczyna się, już nie przypatrywać, gapić. Wszystkie ruchy takie wymarzone, wszystkie grymasy takie urocze, a gesty! Och.. gesty najpiękniejsze ze wszystkiego! I machinalne poprawianie fryzury, ubioru. Myśli walą ciężkim żelazem po głowie, że czemu się dziś ładnie nie ubrał, że czemu musi akurat padać, że czemu ma tego pryszcza, którego i tak nie widać, ale przecież Miłość Życia może zauważyć! Boże! I czekanie, aż rzeczona miłość zwróci uwagę i szybkie odwrócenie wzroku, sytuacja powtarza się kilkakrotnie. Niestety, oto i przystanek, na którym musi wysiąść żeby iść do pracy, do szkoły, na spotkanie, na kawę, do domu, zakupy wreszcie, żeby wysiąść. I Miłość Życia była obecna tylko przez pięć przystanków życia, zamiast trwać. Trwaj chwilo, bądź piękna! I zakochany wpada na głupi pomysł: każdego dnia od tej chwili jechać autobusem linii 68 z Universitat o 9:41, do skutku, do Miłości Życia!
Powered by  | | English | | Albanian | | Arabic | | Bulgarian | | Catalan | | Chinese | | Croatian | | Czech | | Danish | | Dutch | | Estonian | | Filipino | | Finnish | | French | | Galician | | German | | Greek | | Hebrew | | Hindi | | Hungarian | | Indonesian | | Italian | | Japanese | | Korean | | Latvian | | Lithuanian | | Maltese | | Norwegian | | Polish | | Portuguese | | Romanian | | Russian | | Serbian | | Slovak | | Slovenian | | Spanish | | Swedish | | Thai | | Turkish | | Ukrainian | | Vietnamese |
|
|
|
|
Monday, April 07, 2008
 |
Current mood:  impatient
Category: Dreams and the Supernatural
stało. Zaczynało się to przecież tak dawno temu, kiedy siadywaliśmy na rogu dwóch małych ulic w zapyziałym mieście udając, że nasze poszukiwania i znajdywania dają jakiekolwiek korzyści. Poszukiwania oczywiście miłości życia (Miłości Życia dla niektórych) i znajdywania literackich rozwiązań dla przeżytych już emocji. Było to miejsce wstępów listów, opowiadań historii o.., magicznych pstryknięć- dalej w pamięci jest obraz tego fantastycznego niemca, który pstrykając palcami znikał, jak szalony. Tam wychowaliśmy większość naszych smutków i daliśmy żreć ideałom. Upici do nieprzytomności sobą odgadywaliśmy imiona postaci, które miały spłynąć wprost z naszych niedoskonałych osobowości w inne, bardziej namacalne, egzystencje pisarskie. I stało się.. opuściliśmy tamten przytułek dla bezbronnych kobiet po poronieniu mentalnym żeby spełnić te marzenia pierwszorzędne, żeby świat zdobywać. Jednak świat, jak to świat, niezdobyty leży dalej poza zasięgiem naszej prostej frazeologii. Brak słów na opisanie czego dokonamy, co gorsza, brak słów na to, co już udało się nam sknocić.
Powered by  | | English | | Albanian | | Arabic | | Bulgarian | | Catalan | | Chinese | | Croatian | | Czech | | Danish | | Dutch | | Estonian | | Filipino | | Finnish | | French | | Galician | | German | | Greek | | Hebrew | | Hindi | | Hungarian | | Indonesian | | Italian | | Japanese | | Korean | | Latvian | | Lithuanian | | Maltese | | Norwegian | | Polish | | Portuguese | | Romanian | | Russian | | Serbian | | Slovak | | Slovenian | | Spanish | | Swedish | | Thai | | Turkish | | Ukrainian | | Vietnamese |
|
|
|
|