CARLO GIULIANI, PAMIĘTAMY!
Dokładnie 8 lat temu, podczas szczytu
G8 w Genui, Carlo Giuliani został zastrzelony na Piazza Alimonda przez
włoskiego karabiniera strzałem w głowę z odległości 2 metrów. Przypominamy
okoliczności tego "wypadku".
Nazwiska 23-letniego włoskiego manifestanta,
Carla Giulianiego, nikomu nie trzeba przypominać. To oczywiście nie
jedyna, choć najbardziej nagłośniona śmierć antyglobalisty podczas szczytów
G8. Na nieszczęście władz każdy moment zdarzenia został uwieczniony
przez reporterów, dzięki czemu niezależną prasę zachodnią obiegły zdjęcia,
na których widać poszczególne momenty morderstwa. To jedna z najbardziej
"medialnych" śmierci demonstrantów.
Przypominjmy: w Genui w 2001 po raz pierwszy
od dziesiątków lat na ulice wyszła ilość demonstrantów, która nie mogła
zostać niezauważona czy zignorowana. Szacuje się, że w manifestacjach
wzięło udział aż 300 tysięcy osób, czyli kilkakrotnie razy więcej, niż
w Seattle w 1999, podczas pierwszego oficjalnego zlotu antyglobalistów.
Policja i władze przedstawiały mediom manifestujących jako groźnych
terrorystów, prowokowały, robiły naloty na miejsca, w których zatrzymali
się aktywiści. Drugiego dnia, właśnie podczas takiego nalotu, miał miejsce
epizod z Giulianim. Na długie tygodnie przed szczytem policja przygotowywała
się na nalot antyglobalistów. Dla służb każdy cywil był potencjalnym
demonstrantem. Napięcie w obu grupach było na najwyższym poziomie. Włoska
policja została oskarżona o podkładanie koktaili mołotowa celem sprowokowania
ataków - tak było w przypadku głośnego ataku na szkołę, gdzie rannych
zostało 93 alterglobalistów. 6 lat po zdarzeniach, podczas procesu,
policjanci przyznali, że w atakach policji ucierpieli niewinni i bezbronni
ludzie.
Carlo nie był bierna ofiarą; z gaśnicą
w rękach próbował zaatakować 20-letniego karabiniera. Ten oddał strzał
w głowę napastnika, zabijając go na miejscu. Po ciele Giulianiego dwukrotnie
przejechał jeep policyjny. Zanim zwłoki zakryto i zabrano z placu, przeszedł
tuż obok nich szwadron policji atakujący demonstrantów.
Wydźwięk śmierci Giulianiego poruszuł
nie tylko środowska alterglobalistyczne i antykapitalistycze. Lider
włoskiej partii Rifondazione Komunista, Fausto Bertinotti, tuż po śmierci
Carla wezwał Włochów do przyjazdu do Genoi i wyjścia na ulice. Na jego
apel odpowiedziało wielu mieszkańców - w całym kraju odbyły się demonstracje
antyrządowe.
Czy "dying like this is absurd -
it doesn't make any sense"? To słowa włoskiego sklepikarza, mimowolnego
świadka rozruchów w Genui. Chyba jednak nie. Śmierć Giulianiego urosła
do rangi symbolu walki przeciwko "nowemu porządowi". Pamięć
o nim pielęgnują aktywiści i ludzie, którym zależy na losie świata.
Sam tytuł tego artykułu zaczerpinięty został z płyty "Dzień Gniewu"
Włochatego. Utwór noszący nazwę "Carlo Giuliani" nagrał również
zespół Conflict. Jest więc jednak w tej śmierci coś dobrego - bodziec,
który pozwala zjednoczyć się i walczyć mimo nierównych sił.