MySpace
myspace music


GRABEK recording "IN WHOSE FACE?" LP



Last Updated: 11/17/2009

Send Message
Instant Message
Email to a Friend
Subscribe

Status: Single
City: Poznan
Country: PL
Signup Date: 2/5/2008

Blog Archive
[Older      Newer]
 /  / 
Monday, August 31, 2009 
oto tracklista:

1. wake up
2. traces awake
3. in time
4. so vulgar
5. scattered images
6. you care?
7. matters not
8. pure act
9. difference except
10. slowly you
11. birch (remix)
12. indian summer (remix)

:)
Sunday, August 02, 2009 

Current mood:  amused
Category: Music
Stało się! Nowa płyta w drodze! Będzie mrocznie, romatycznie (hahaha), czadowo i...wokalnie. Będą goście, ale o Nich w swoim czasie :) Na razie "nagrywają się" demo poszczególnych utworów. Szturm studia w październiku. A niebawem kolejna porcja newsów :)

Buziaki

--

Time has finally come! A new LP is inevitably on the way! It's gonna be dark, romantic (hahaha), powerful and....vocal. Guests will appear, but let's leave it at that at the moment :) Currently, demo versions of individual songs are being recorded. Attack on a studio in October. Soon, more news :)

Hugz'n'kisses
Thursday, June 18, 2009 

Category: Music
W piątek 26 czerwca, o godz. 20.00 będzie można posłuchać mojej muzy (i mnie) w Roxy FM, w programie "Księga przemian". Zapraszam!
http://www.roxy.fm/DjsPrograms/Programs/KsiegaPrzemian/KsiegaPrzemian/
Thursday, June 04, 2009 

Category: Music
Kochani! Z radością informuję, że GRABEK wystąpi na scenie Alter Space tegorocznego HEINEKEN OPEN'ER FESTIVAL! 2 lipca 2009, godz. 2.00. Do zobaczenia!

---

It is my great pleasure to announce that GRABEK will perform at the Alter Space stage of this year's HEINEKEN OPEN'ER FESTIVAL! 2 July 2009, 2.00AM. See you there!
Saturday, May 30, 2009 

Category: Music
Czasami spece od promocji mają nie do końca trafione pomysły [czasami??? – przyp. m]. Przykładem - sesja zdjęciowa z okazji wydania debiutanckiej płyty Wojtka Grabka, absolwenta katowickiej szkoły muzycznej. Na czarno-białych zdjęciach widnieje elegancko ubrany człowiek ściskający nowocześnie wyglądające skrzypce. Materiały prasowe zachwalają o udanym połączeniu muzyki klasycznej z nowoczesnością. Jakie jest pierwsze wrażenie, które często decyduje o dalszym zainteresowaniu bądź odrzuceniu artysty, którego nazwisko nic nie mówi? Vanessa Mae! Przynajmniej takie było moje. Na szczęście to zupełnie inna bajka.

Moon3some
to czterdzieści minut rasowej i mrocznej elektroniki. Jak dla mnie trochę na wyrost jest podkreślanie wyuczonej profesji muzyka. W omawianym wydawnictwie skrzypce wcale nie grają pierwszych skrzypiec, często są schowane, używane oszczędnie jako dopełnienie aranżacyjne. Są integralną częścią muzyki, ale nie najważniejszą. Proszę porównać z autorskim debiutem innego wirtuoza - Michała Jelonka.

Wydawnictwo zaczyna się spokojnie dźwiękami elektronicznych cymbałów, jakże popularnych wśród kolorowych meksykańskich składów. Jednak Birch dość szybko ucieka od skojarzeń z world music. Wprowadzenie elektroniki gasi pogodny klimat i wprowadza mrok, który towarzyszy nam już do końca. Taka jest cała płyta - posępna, transowa, wyjałowiona, pełna zgrzytających w ustach pustynnych ziaren piasku. Rzadkie dźwięki skrzypiec sporadycznie dają nadzieję; najczęściej potęgują wrażenie zagłady i postapokaliptycznej pożogi. Weźmy A Soul Around. Klimat bliski pierwszym nagraniom Ankh, w których stoimy przed Piekłem Dantego. Monolog na wstępie jest wręcz demoniczny. Rozmach kompozycyjny Grabka robi wrażenie. Gość potrafi być delikatny (Rosemary), ale chyba najlepiej czuje się w industrialnych, zdehumanizowanych odlotach. Kłania się szkoła Nine Inch Nails. Island idealnie pasuje do starych filmów science fiction, bądź jako ilustracja do zapomnianych programów popularno-naukowych, jak Laboratorium czy Sonda. Do Book of Genesis bardziej pasuje tytuł Book of Doom. Indian Summer to hołd odjazdom w duchu Everything In The Right Place Radiohead. Niepokorne to dźwięki, dalekie od łatwych rozwiązań. Grabek chce nas zabrać w podróż, w której nie ma miejsca na positive thinking; tu musimy stawić czoła własnym demonom.

A jednak mam problem z tą płytą. Brakuje mi w niej jakiejś myśli przewodniej, czegoś na kształt konceptu. To doskonała muzyka filmowa, ale brzmi jak the best of Grabek. Mamy temat z obrazu katastroficznego, Inwazji porywaczy ciał, mrocznego fantasy, mamy przejmujący „Jacaszkowy” Telephone Call, przy którym czuję się jakbym dopiero co dostał wiadomość o śmierci przyjaciela. Szukam jakiegoś wspólnego mianownika. A może mam ich za dużo? W głowie układam sobie listę dzieł SF i muzyka pana Wojciecha pasuje do każdej z nich. Diuna, Fundacja, Księgi Nowego Słońca Wolfe'a. Podświadomie oczekuję autorskiej opowieści z klasycznym schematem: wstęp, rozwinięcie, zakończenie. A dostaję kalejdoskop dźwięków, który przytłacza. To oczywiście nie zarzut, choć mam nadzieję, że w przyszłości doczekam się jakiegoś concept-albumu.

Nie będę ani specjalnie oryginalny ani pierwszy z tezą, że te kompozycje wręcz proszą się o odpowiednią oprawę świetlną. Dźwięki, które słyszymy, wydobywają się z elektronicznych skrzypiec marki Ted Brewer. Jedną z ich zalet jest funkcja sound to light, czyli konwersja efektów dźwiękowych na świetlne. Coś w stylu winampowego equalizera. Relacje z koncertów potwierdzają widowiskowość oprawy wizualnej. O zapadające w pamięć przeżycia dba VJ Panipawlosky - jak wieść niesie skromna i piękna dziewczyna schowana za laptopem. Wizualizacje i filmy, jakie wydobywa z maszyn, doskonale współgrają z Grabkowym stylem. I słusznie. Ta muzyka potrzebuje Jarre'owskiego rozmachu! Cóż, pozostaje tłumnie chodzić na koncerty, by sprawdzić jak to z tym Grabkiem jest i zapewnić mu większy budżet. Gdańska Stocznia czeka! [avatar]

http://wearefrompoland.blogspot.com/2009/05/grabek-mono3some-wyd-wasne-2009.html
Thursday, May 14, 2009 

Category: Music

Coraz więcej artystów udostępnia swoją muzykę w sieci. Niektórzy robią to za drobną opłatą, inni sprzedają w całości swoje nowe albumy. I jest jeszcze jedna grupa, która udostępnia swoją muzykę całkowicie za darmo do pobrania i posłuchania. Artysta, o którym dzisiaj piszę należy właśnie do tej ostatniej grupy.

Po raz pierwszy tego artystę usłyszałem w Polskim Radiu. Dobrze, że jest jeszcze miejsce na promowanie takiej muzyki. Gdyby muzyk nie został przedstawiony imieniem i nazwiskiem, pomyślałbym, że Wojtek Grabek wcale nie pochodzi z naszego kraju.

Pomimo tego, że jego muzyka nie jest niczym supernowym to jednak połączenie skrzypiec i elektroniki potrafi pozostawić po sobie nieodparte wrażenie. Dodajmy, że Wojtek Grabek ukończył katowicką szkołę muzyczną w klasie skrzypiec. Od najmłodszych lat zdobywał dobry warsztat poprzez słuchanie muzyki klasycznej. Instrument, którego używa Wojtek to skrzypce elektroniczne Teda Brewera. Skrzypce to nie jedyna machina użyta na tym albumie. Całość uzupełnia sekwencer i looper.

Nie dawno muzyk wydał swoją pierwszą ep-kę zatytułowaną „mono3some”. Co więcej, możliwe jest pobranie tego albumu za darmo z internetu. Jedno jest pewne, nie mogę oderwać się od tego mini-albumu od ponad tygodnia. Powiem więcej ten album sprawia, że chce się więcej. Osobiście nie mogę się doczekać na pełnometrażowe wydawnictwo artysty, które może się okazać niespodzianką pełną muzycznych inspiracji i poszukiwań.

Wszystkich fanów skrzypiec i elektronicznych podkładów wymieszanych z dźwiękami generowanymi przez Kaoss Pad ta płyta powinna zachwycić. Ci którzy obok dobrej muzyki chcieliby usłyszeć dobre teksty, mogą być troszkę zawiedzeni,bowiem tylko jeden utwór na albumie Wojtka zawiera tekst. Płytę otwiera utwór “Birch” w którym łagodny elektroniczny podkład, przypominający uderzenia w cymbały, miesza się ze skrzypcami. Pierwszy utwór niepostrzeżenie zmienia się w "india summer”, w którym można usłyszeć inspiracje solowym albumem Thoma Yorka.

Kolejną kompozycją na płycie jest “A Soul Around”, w czasie której słyszymy recytowany przez autora tekst. “Rosmary” udowadnia że połączenie skrzypiec i elektroniki daje rewelacyjne efekty. Kiedy słucham tego utworu rodzi on skojarzenia z twórczością Massive Attack. Później następuje, już bardziej zdominowane przez kliknięcia i trzaski Kaoss Pada „Island”, który przechodzi w wyciszone “Telephone call".

Ostatnim utworem na epce jest “Farvel”, ale to nie koniec jest jeszcze jedna niespodzianka w postaci ukrytego utworu, o którym nic nie powiem. Niech i dla was będzie to niespodzianką.

Wojtek Grabek to artysta kreatywny udowadnia to przez swoją muzykę. Nie sztuką jest mieć skrzypce i umieć na nich grać. Sztuką jest mieć skrzypce i nie zawahać się ich użyć w połączeniu z elektroniką i nowoczesną technologią. Daje to bez wątpienia oryginalną mieszankę psychodelii, ambientu i industrialu. Już niedługo Wojtek Grabek wyrusza w trasę koncertową, sami będziecie mieli okazję się przekonać jaki efekt wywołuje ta mieszanka. Czy jest to efekt pozytywny? Albo więcej, czy znajdzie się miejsce na to, by taka muzyka była coraz częściej obecna nie tylko w Polskim Radiu, ale również w Polskiej Telewizji? W myśl starego hasła, cudze chwalicie, swego nie znacie, każdemu polecam odsłuchanie tej płyty.

Mam nadzieję, że ta płyta przekona was to do tego, że nasz rodzimy artysta może być równie ciekawym muzycznie zjawiskiem jak podobne zagraniczne zespoły.Wydaje mi się, że Wojtek Grabek mógłby wpisać w swój koncertowy rozkład jazdy jeszcze jeden występ w swoim rodzinnym mieście, w roli supportu Radiohead. Wcale nie miałby się czego wstydzić, wręcz przeciwnie. Może, ktoś podeśle menadżerowi płytę z odpowiednią adnotacją. Przecież jest dostępna za darmo i należy się nią chwalić.
Autor: Grzegorz Olszowik
Całość:
http://www.nowamuzyka.pl/recenzje.php/1505/Wojtek-Grabek-mono3some

Monday, May 04, 2009 
UTWÓR "INDIAN SUMMER" ZNALAZŁ SIĘ WŚRÓD PROPOZYCJI DO LISTY PRZEBOJÓW RADIO SAR. TERAZ OD WAS ZALEŻY, CZY SIĘ NA NIEJ ZNAJDZIE, A ZATEM...

www.radiosar.pl -> zakładka "interakcja" -> lista przebojów

ZA WSZYSTKIE GŁOSY WIELKIE DZIĘKI!

*) 'INDIAN SUMMER' HAS BEEN PLACED AMONG PROPOSALS FOR THE RADIO SAR CHARTS. NOW IT'S UP TO YOU IF IT HITS THE CHARTS. ALL YOU NEED TO DO IS HIT THE LINK ON THE PROFILE PAGE AND VOTE! THANKS FOR ALL SUPPORT!!
Friday, April 10, 2009 

Category: Music
Do Dobrej Karmy przybyliśmy chwilę po 20. Z miejsca zaskoczył nas nowy wygląd lokalu. Zadaszenie części ogródka stworzyło naprawdę fajną atmosferę, brawa dla właścicieli. Po obowiązkowej wizycie w barze, zajęliśmy strategiczne miejsca i z piwem w ręku oczekiwaliśmy na rozpoczęcie koncertu.

W tym czasie mieliśmy chwilę aby rozejrzeć się i zorientować w sytuacji. Mnie szczególnie zainteresowały osoby, które w środowy, przedświąteczny wieczór przybyły do klubu przy Górczewskiej. Kilka statecznych par ok. 40, paru wydredowanych fanów reggae, studenci czy nawet długowłosi wielbiciele typowo ciężkich brzmień. Ten przekrój przez publiczność pokazuje mniej więcej do jakich tak naprawdę odbiorców może trafiać muzyka Grabka.
Pośród zgromadzonych gości co jakiś czas przemykał mężczyzna w czarnym garniturze i czerwonym krawacie. Ten z wyglądu przypominający biznesmena lub specjalistę od marketingu facet to był właśnie Wojtek Grabek, szukający chwili spokoju i skupienia przed występem.

Przedstawienie rozpoczęło się tuż po 21. Całą scenę zajmował tylko rodzaj stojaka na keyboard na którym artysta umieścił sampler, sekwenser i skrzypce. Po krótkiej chwili z głośników zaczęły wydobywać się psychodeliczne, przywołujące na myśl buddyjskie mantry, dźwięki. Całość tworzyła niesamowicie podniosłą atmosferę, kojarzącą się z jakimś tajemniczym misterium czy mszą. (Pamiętacie scenę w willi z filmu „Oczy szeroko zamknięte” Kubricka? No to jesteśmy w domu.) Gęste dźwięki szybko wypełniły małą salę i zagłuszyły stukot szklanek od piwa i rozmów przy barze. Po chwili Wojtek, który dotąd stał spokojnie, obserwując wskaźniki na swoich urządzeniach, wydobył ze swoich skrzypiec pierwsze dźwięki. Nie był to jednak rodzaj typowego patetycznego „rzępolenia” do jakiego przyzwyczaili nas popowi „wirtuozi” instrumentu i wynajmowani na różnego rodzaju rodzinne uroczystości studenci szkół muzycznych. Grabek grał ascetycznie, spokojnie bez zbędnych popisów i „wieśniackiego” patosu. Grał z klasą, skupiony, spokojny, właściwie nieruchomy. Zatopiony w swoim świecie dźwięków i improwizacji, zdawał się być w kompletnie innym wymiarze. W ten właśnie wymiar starał się nas przenieść przez następną godzinę.

Kolejne utwory zlewały się w jedną długą opowieść. Opowieść właściwie bez słów. Sam artysta odzywał się rzadko, a tylko dwa kawałki (o ile dobrze pamiętam) były wykonywane z wykorzystaniem mikrofonu. W jednym Wojtek zaintonował coś w rodzaju mantry, po raz kolejny uderzając w klimat kojarzący mi się z Dalekim Wschodem lub ostatnią płytą The Brian Jonestown Massacre. W innym z kolei momencie występu mogliśmy usłyszeć… fragment powieści napisanej przez żonę muzyka Carolyn Trotman. Grabek wyrecytował z pamięci dość długi kawałek książki "Pepperpot. Life's a Recipe”, której to część służy za słowa do piosenki "A Soul Around".
Muzyka generowana podczas występu była wolna, ambientowa. Z głośników sączył się komputerowy, syntetyczny, złowieszczy, mrok. Mrok, który zapewne będzie towarzyszyć ludzkości w jej ostatnich chwilach. Ten przerażający klimat co jakiś czas rozrywały delikatne dźwięki skrzypiec, tworząc tym samym coś na kształt pojedynku między nowoczesną elektroniczną sztuką, a klasycznymi, mającymi wielowiekową tradycję brzmieniami. Niesamowity był ten kontrast mocnych, jakby wysamplowanych na gotyckiej dyskotece bitów i delikatnych powoli grających skrzypiec. To proste, ale jakże rzadko stosowane rozwiązanie, zrobiło na mnie szczególne wrażenie. Nieczęsto spotyka się artystę, który tak prostymi środkami wyrazu potrafi uderzyć w tak wiele emocji na raz.
Nie możemy zapomnieć o tym, że Wojtek nie był tego wieczoru sam. Przy stoliku umieszczonym w okolicach baru zasiadła VJ Panipawlosky. Skromna dziewczyna wyposażona tylko w laptopa i kilka efektów wyświetliła dla słuchaczy godzinny, miksowany na żywo film. Ciężko właściwie opowiedzieć co działo się na zawieszonym za plecami skrzypka ekranie. Pamiętam tylko poszczególne sceny: zakonnicę uderzającą w wielki talerz, żołnierza goniącego kobietę nad potokiem, dziwne instalacje z ludzkich twarzy. Całość właściwie nie opowiadała żadnej większej historii, jednak idealnie ilustrowała to, co się działo na scenie. Nie wiem w jakim stopniu było to uzgodnione i zaplanowane, a w jakim improwizowane, jednak intrygujących „wizuali” na koncercie nie widziałem od czasu ostatniej wizyty Placebo w Polsce.

Cały koncert przebiegł w bardzo kameralnej atmosferze. Nieśmiały na początku Wojtek po paru utworach poczuł, że jest na tyle dobrze przyjmowany, iż może pozwolić sobie na więcej. Zaczął opowiadać ciekawe anegdoty i sympatyczne, opisujące niektóre piosenki historie oraz żartował z odbywającego się w sąsiednim klubie hardkorowego koncertu, którego dźwięki raz po raz mąciły panujący w Dobrej Karmie spokój. Jednak pomimo tego luzu, podczas wykonywania kolejnych piosenek Grabek ponownie zapadał się w swój świat dźwięków. Niczym Lanegan skrzypiec stał spokojny, niewzruszony, mokry od potu pomimo tego, że właściwie się nie poruszał. Widać było jednak, że jego dusza i umysł szaleją. A to domena wybitnych artystów, których w Polsce, a nawet na świecie wciąż jest tak mało. Miejcie oczy i umysł szeroko otwarte na Grabka. Nie pożałujecie…obiecuję:)

PS. Kolejna wizyta Wojtka i Panipawlosky w stolicy już 7 czerwca 2009.


MIKE
http://metalmundus.pl/articles.php?article_id=1764
Monday, March 09, 2009 

Category: Music
Wojtek Grabek - “mono3some”
http://www.uwolnijmuzyke.pl/wojtek-grabek-mono3some
Czy połączenie elektrycznych skrzypiec z elektroniką to dobry pomysł? Trudno wyrokować już na początku, skoro wiele projektów zarówno potwierdzającej jak i przeczącej odpowiedzi na to pytanie udziela. “mono3some” Wojtka Grabka pokazuje jednak z całą pewnością, iż nie należy skreślać polskich artystów, więcej, należy dać im kredyt zaufania.
Okupujący Poznań artysta wydał EP, zbiór znanych wcześniej publiczności, ale także i nowych utworów (łącznie 7). Czy jest to dzieło przełomowe? Nie. Czy jest to gniot? Zdecydowanie nie. Gdzieś pomiędzy tymi ekstremami plasuje się “mono3some”, gdzie dokładnie, niechaj słuchacze ocenią, moim zdaniem, powyżej przeciętnej.
Fanów utworów, które koniecznie muszą zawierać tekst, należy uprzedzić, poza utworem “A Soul Around”, w którym usłyszeć można recytację tekstu dostępnego na profilu MySpace Wojtka Grabka, na “mono3some” znajdują się jedynie utwory instrumentalne.
Płytę rozpoczyna kompozycja “Birch”,  krótki przedsmak tego co nas czeka, cichy elektroniczny podkład wymieszany ze skrzypcami, płynnie przechodzi do “Indian Summer”, czyli najdłuższego utworu na EP. Cóż można o nim powiedzieć? Podkład elektroniczny jest bardziej wyrazisty, mniej powtarzalny. Co jednakże mnie na kolana powaliło to fakt, iż słychać (zresztą nie po raz ostatni) ewidentną inspirację solowym albumem Thoma Yorke’a “The Eraser”. Wiele utworów polskiego artysty można by wymieszać z płytą Anglika i nie każdy byłby w stanie zauważyć, iż to 2 różne krążki. W wywiadzie dla serwisu wywrota.pl muzyk przyznaje się do fascynacji muzyką wokalisty Radiohead, lecz nie tylko, wspomniane zostaje również m.in. Portishead.
Jako trzecie omówione już “A Soul Around”. “Rosemary” (utwór nr 4) wykonane na żywo można obejrzeć oraz posłuchać poniżej. Najkrótsza kompozycja “Island” zdominowana jest przez elektroniczne momenty, tym bardziej urzeka następca: “Telephone Call”. Punktem kulminacyjnym jest właśnie elektroniczny telefoniczny dzwonek (sic!), który pojawia się przy ostatnich dwóch zakręconych minutach. Ostatnia oficjalna kompozycja to “Farvel”, która gościła niedawno u nas jak utwór dnia, wsparta o wokalizy pięknie wydawałoby się kończy naszą przygodę, wszak tak głosi tracklista… Niespodzianką jest więc utwór bonusowy, który zapewnia dodatkowe 7 minut podróży.
Sztuką nie jest zaopatrzenie się w Kaoss Pad, lecz umiejętne wykorzystanie go. “mono3some” ukazuje, iż Anglicy to nie jedyny naród, który z powodzeniem takiego sprzętu może używać. EP można posłuchać tutaj, a o artyście dowiedzieć można się więcej odwiedzając podane niżej linki. Na pytanie czy jest zapotrzebowanie w Polsce na taką muzykę odpowiedzą fani, którzy bądź to zaopatrzą się w EP, pojawią się na koncercie lub szepną muzykowi miłe słowo. Osobiście wyczekuję LP, by przekonać się, w którym kierunku podąży Wojtek Grabek i czy wykorzysta kredyt…
Łukasz Stasiełowicz
Thursday, January 15, 2009 
Już 17 stycznia 2009 Wojtek Grabek zagra koncert na antenie Vombat Radio. Będziemy mogli posłuchać go o godzinie 20.00 dzięki transmisji internetowej. Zanim to nastąpi postanowiliśmy zadać mu parę pytań.
Damian Patoka: Grasz na elektrycznych skrzypcach Teda Brewera. Wyglądają i brzmią ciekawie. Jakie dają Ci możliwości w porównaniu z akustycznymi?
Wojtek Grabek: Zasadnicza różnica to brak pudła rezonansowego, które działa jak mikrofon pojemnościowy i sprawia wiele kłopotów podczas występów. Druga sprawa - istotna dla grającego - to wbudowany przedwzmacniacz z dodatkowym wyjściem na odsłuch. Dzięki temu obojętnie jak głośno jest na scenie i bez względu na to, jak ustawione są odsłuchy ja zawsze słyszę siebie "w uchu". No i trzecia sprawa - opatentowana przez Teda Brewera funkcja "sound to light" - czyli efekty świetlne podczas gry. W ciemnościach wygląda to kosmicznie. Oczywiście jest to cyrkowy gadżet, ale czasem się przydaje (śmiech).
D.P.: W swoich utworach łączysz smyczkowe tekstury z elektroniką. Jak doszedłeś do takiego zestawienia?
W.G.: To efekt połączenia moich fascynacji i przewrotności. Pamiętam jak ładnych parę lat temu totalnie wbiło mnie w fotel Massive Attack. Potem zacząłem zgłębiać muzykę Thoma Yorke, Nine Inch Nails, Portishead, aby wymienić tylko kilkoro. Zawsze dostaję przy nich gęsiej skórki. Z drugiej strony moim ukochanym instrumentem od zawsze były skrzypce, a więc, wydawałoby się - kompletnie inny świat. I tak w mojej głowie zrodził się pomysł połączenia tych dwóch zdawałoby się różnych światów. Oczywiście, kiedy już to zrobiłem okazało się, że wcale nie są to takie odległe światy. W ogóle muzyka jest jedna, a podziały to tylko chwyt marketingowy (śmiech).
D.P.: Jaką rolę odgrywają dla Ciebie muzyczne poszukiwania? Przetwarzanie dźwięku i kreowanie nowych połączeń jest celem czy środkiem?
W.G.: Muzyczne poszukiwania to sedno mojej twórczości. Siadając w domu i coś tam sobie szarpiąc na skrzypcach, wymyślając bity, linie melodyczne, do samego końca nie wiem, co z tego wyjdzie. Na przykład teraz pracuję nad trzema nowymi utworami, których zamysł powstał sześć miesięcy temu. Przez pół roku nic z nimi nie zrobiłem, bo w ogóle nie wiedziałem jak je ugryźć. Dopiero dwa tygodnie temu wpadłem na pewien pomysł, ale nawet teraz nie wiem, jak to się skończy. Zatem odpowiadając na drugą część pytania - przetwarzanie, kreowanie nowych połączeń to droga, ale w nieznane.
D.P.: Twoja twórczość jest bardzo nastrojowa, ale i psychodeliczna. Co dla Ciebie w muzyce jest najistotniejsze?
W.G.: Zabrzmi to staroświecko i pretensjonalnie, ale dusza. I powiem wam, że duszę można wycisnąć nawet z tak bezdusznej rzeczy jak komputer - jak ktoś nie wierzy niech posłucha "Eraser" Thoma Yorke. I chyba to tyle. Jak w muzyce czuć emocje to jest podstawa.
D.P.: Miałeś okazję współdziałać z innymi artystami. Jak wspominasz koncert podczas wernisażu Reisefieber, czy pokazy "Pro-eco" performances?
W.G.: Reisefieber to było niesamowite doświadczenie, bo byłem prawdę mówiąc jednym z eksponatów tej wystawy sztuki współczesnej, no i był to mój pierwszy koncert w rodzinnych stronach - Katowicach. Przed Pro-eco natomiast strasznie się stresowałem - po pierwsze - wszystko grane było na żywo, na scenie tańczyły baletnice i wszystko musiało być jak w zegarku. To była niezła lekcja dyscypliny. Po drugie - ogromny stres przed moim występem przed Staszkiem Soyką. Na szczęście u mnie stres jest mobilizujący i wszystko wyszło świetnie. A w ogóle, co do współpracy z innymi artystami, to w tej chwili najważniejszy, oprócz mojej solowej kariery, jest mój nowy projekt ze świetną wokalistką Dagą Gregorowicz - projekt "Degradazia". To jest trochę inna muzyczna bajka, ale.... z duszą!
D.P.: A jak występy klubowe? Jak reagowała publiczność?
W.G.: Lubię występy klubowe, w ogóle jestem zwierzę sceniczne. Natomiast publiczność reagowała i reaguje bardzo pozytywnie. To właśnie publiczność zmobilizowała mnie do nagrania minialbumu. To będzie kolejny frazes, ale odbiór publiczności jest dla mnie bardzo istotny i daje mi kopa do dalszego działania.
D.P.: Niebawem ukaże się Twoja EPka "mono3some". Jakich kompozycji możemy się spodziewać?
W.G.: Tak, już niebawem będzie gotowa. Na pewno znajdą się dwa-trzy utwory z MySpace w trochę innych wersjach, a oprócz tego dwie nowe rzeczy. "mono3some" utrzymana będzie w klimacie "nastrojowo-psychodelicznym".
Pytał Damian Patoka
http://www.wywrota.pl/db/artykuly/16291_jak_polaczyc_skrzypce_i_elektronike_semu.html