Krakowskie Spotkania Undergroundowe
szansą rozwoju kulturalnego Krakowa
29 maja w krakowskim „Jazz Club KORNET” (al. Krasińskiego 19) odbyła się pierwsza edycja „Krakowskich Spotkań Undergroundowych”. Na scenie zaprezentowały się trzy krakowskie zespoły, reprezentujące nurt muzyki niezależnej: Psychominerva (http://www.myspace.com/psychominerva),
Wnętrza (http://www.wnetrza.org.pl/) oraz Bordo (http://bordokrakow.w.interia.pl/). Zgromadzona tłumnie publiczność (w pewnym momencie zabrakło miejsca w klubie) z uwagą wsłuchiwała się w psychodeliczne, elektryzujące i niosące ogromny ładunek emocjonalny dźwięki. Znakomity poziom muzycznych umiejętności wszystkich członków zespołów pozwalał im na swobodne, poruszające wyobraźnię improwizacje. Wszystko to sprawiło, że publiczność bawiła się świetnie, a opisywany wieczór na długo pozostanie w pamięci jako znakomicie zorganizowana impreza muzyczna, która wszystkim przyniosła wiele satysfakcji i radości. I „Krakowskie Spotkania Undergroundowe” to dowód na to, że wartościowa muzyka, która nie ma nic
wspólnego z lansowanym przez komercyjne stacje radiowe i wytwórnie muzyczne cukierkowym chłamem, cały czas znajduje sporą rzeszę wielbicieli i odbiorców.
Z Kubą Sieńczykiem – organizatorem I Krakowskich Spotkań Undergroundowych, muzykiem tworzącym w Dzielnicy XI (OKK Wola) – rozmawia Michał Zawadzki
1. Skąd wziął się pomysł na organizację tego typu spotkań?
Do Krakowa przeniosłem się dwa lata temu z Warszawy, gdzie również
zajmowałem się tego typu działalnością. Przyznam, że mocno zaskoczył
mnie fakt, jak Kraków jest pod tym względem niemrawy. Wszyscy chyba
zgodzimy się z tym, że miasto to ma ogromny potencjał kulturalny, o tradycjach
już nie wspominając. Przed przyjazdem do Krakowa byłem przekonany,
że oto sprowadzam się w absolutne epicentrum polskiej kultury, że
sprowadzam się w miejsce, które o każdej godzinie każdego dnia tętni życiem
i pulsuje wydarzeniami. Rzucisz kamieniem – koncert. Zapalisz papierosa
– wernisaż. Pójdziesz wyrzucić śmieci – spektakl teatralny. To prawdopodobnie
dość częste wyobrażenie Krakowa, występujące u obywateli
reszty świata. Rzeczywistość namacalna przedstawia się wszakże inaczej.
Mimo przeogromnej ilości lokali, w których kultura w przeróżnych postaciach
mogłaby rozwijać się i swobodnie mutować, krakowskie życie kulturalne
– z punktu widzenia człowieka młodego, któremu nie wystarczają
opery, kawiarniany jazz i Sinfonietta Cracovia – pełznie przed siebie ślamazarnie, bezładnie i niespiesznie, w przerwach wręcz nie istniejąc. Jeśli na
przykład chodzi o muzykę niezależną, szczególnie leżącą mi na sercu, to
mamy do czynienia jedynie z paroma wysepkami, gdzie takowa może się
w miarę swobodnie przejawiać, a więc z Kawiarnią Naukową Kuby Palacza
na Kazimierzu i klubem „Imbir” Jerzego Ziętego na Starym Mieście. Tylko one
regularnie i konsekwentnie zajmują się prezentacją oryginalnych, intrygujących
zjawisk muzycznych - w pozostałych lokalach zdarza się to sporadycznie
albo wcale. Pomysł na organizację Krakowskich Spotkań Undergroundowych
wziął się więc z irytacji tym stanem rzeczy i nagłego przypływu wiary
w siebie.
2. Czy jesteś zadowolony z ostatecznego efektu tego przedsięwzięcia?
Jestem bardzo zadowolony – z kilku przyczyn. Po pierwsze i najważniejsze,
z przekory wybrałem do tego celu lokal leżący nieco „na zewnątrz” krakowskiego życia klubowego, a więc „Jazz Club Kornet”, który, swoją drogą,
posiadając w Warszawie tak dobrą lokalizację, jak tu, w Krakowie, tętniłby życiem i gromadził codziennie mnóstwo osób, a nie wegetował na uboczu,
oferując od czasu do czasu piwne posiadówki z towarzyszeniem muzyki Metropolitan Old Jazz Band. Po drugie – był to pierwszy raz. Nie byłem pewien,
czy krakowianie w ogóle zainteresują się przedsięwzięciem, mającym promować kulturę z gruntu niezależną, rosnącą na bakier i po swojemu – i właśnie dlatego wartościową. W najczarniejszych wizjach widziałem zespoły
występujące dla ożywionej publiki w liczbie pięciu osób. Stało się jednak inaczej. Z dumą i satysfakcją patrzyłem, jak klub wypełnia się do ostatniego
miejsca, a ludzie wchodzą jeszcze w czasie trwania koncertów. Należy również
zwrócić uwagę na fakt, iż impreza nie była darmowa; choć też nie droga
(wstęp 5 zł). Jestem przeciwnikiem koncertów darmowych, które rozpieszczają
publikę i czynią ją niepełnosprawną kulturalnie. Ludzie chętnie przyzwyczajają
się, że koncerty są za darmo, i – kiedy wyczytają w prasie, że
obejrzenie takiego to a takiego występu coś kosztuje - gotowi są jedynie
z tego powodu udać się gdziekolwiek indziej. Powtórzę to, co powtarzam zawsze – uważam, że zespoły nie powinny grać za darmo, bo psują w ten sposób i tak już spróchniały i spleśniały rynek koncertowy. Efekt końcowy uważam jednak za bardzo dobry. Wnętrza, Bordo i Psychominerva grały dla
pełnej sali, słuchającej ich ze skupieniem, zarobiły jakieś drobne na paliwo,
ludziom się podobało, klub sprzedał dużo piw. Słowem – same korzyści.
Dwa tygodnie wcześniej organizowałem koncert warszawskiego zespołu
Times From Nebula w klubie „Imbir”, który również wypadł bardzo dobrze.
3. Czy napotkałeś jakieś trudności związane z organizacją Spotkań?
Moje doświadczenia pokazują, że żadne wydarzenie natury muzycznej
nie może przebiec bez komplikacji. W tym wypadku długo wszystko przebiegało
względnie bezproblemowo. Napotkałem dużą życzliwość właściciela klubu i entuzjazm artystów. Szło tak dobrze, że w ostatniej chwili postanowiłem
zaprosić również młodą, krakowską graficzkę Agatę Dębicką do zaimprowizowania okolicznościowej wystawy. Żaden duży dziennik, z przyczyn mi nieznanych, nie zamieścił jednak informacji o tym wydarzeniu –
mimo, iż wszystkie zostały przeze mnie o nim poinformowane. [„Kurier”
w numerze 3. odnotował informację w rubryce Zaprosili nas – bas] Ten fakt
okazał się być jednak niczym wobec tego, co wydarzyło się w dniu koncertu,
gdy klubowy akustyk, dokładnie na godzinę przed występem, oświadczył
nam, że nie będzie nagłaśniał koncertu, gdyż jego sprzęt jest w… Tarnowie.
Przez lata powinienem być może nawyknąć to przejawów braku profesjonalizmu i jawnego lekceważenia innych, ale nadal, gdy mam do czynienia z taką bezczelnością, otwiera mi się nóż w kieszeni. Z walną pomocą chłopaków z Bordo udało nam się jednak samodzielnie nagłośnić koncert, mimo iż nie wszystko było perfekcyjnie słyszalne.
4. Czy mógłbyś powiedzieć jaki rodzaj sztuki kryje się pod pojęciem
„underground”?
Pod pojęciem „underground” kryje się pewien typ działalności artystycznej,
nie oglądającej się na modne i wiodące trendy ani mody, lecz konsekwentnie
kroczącej własną ścieżką twórczą. Przysłowiowy „underground”, a więc „podziemie”, to sztuka tworzona w cieniu murów, w ciasnych klubach,
w squotach – to sztuka, której z reguły nie ma w mediach, nie usłyszysz
o niej w radiu ani w telewizji. To sztuka – parafrazując Kieślowskiego – prawdziwa, której kroplówką nie jest popularność, pieniądze ani nawet publiczność, tylko głęboka, fundamentalna potrzeba twórczej wypowiedzi i zmieniania świata. Pojęcie „undergroundu” w kontekście muzycznym łączy się
jednak płynnie z takim pojęciem, jak „muzyka niezależna”, które zdefiniować
jest dość trudno. Analogicznie, są to dzieła i twórcy, których plony trudno zaklasyfikować jednoznacznie do konkretnego gatunku. Nie da się jednak jednoznacznie zaszufladkować takich zespołów, jak Einsturzenende Neubauten, Trottel, Microphones, OOIOO, Do Make Say Think, Sonic Youth,
Boredoms, Tortoise, czy – z polskich – Mord, Ewy Braun, Something Like
Elvis, Kristen, Ścianki, Karpat Magicznych czy naszych znajomych z Bordo.
5. Do jakich odbiorców jest kierowana tego typu muzyka?
Oto moment, w którym proporcje się zakrzywiają. Ta muzyka nie jest
„kierowana” do odbiorców. Ona z reguły nie jest kierowana nigdzie. Jest po
prostu tworzona. To odbiorca musi odrobinę się wysilić.
6. Wiem, że jesteś czynnym muzykiem i grasz na basie. Współpracujesz
z Jakubem Żmijem Zieliną [zob. „Kurier” nr 1 2009 oraz Święto ogrodów]
w zakresie realizacji muzycznych projektów, ale także masz swój
własny projekt muzyczny – zespół Wnętrza. Czy możesz opowiedzieć coś więcej o tym projekcie?
Wnętrza to kwartet, choć przez długi czas było to trio. Poza mną
grają tam jeszcze Tomek Lasek na gitarze, Piotrek Suski na perkusji i, od
pewnego czasu, Jędrek Łagodziński na saksofonie. Ten projekt realizuje
dokładnie to, czego poszukiwałem od dłuższego czasu w graniu: swobodę
i przestrzeń. Wnętrza grają instrumentalnie. Nie mamy piosenek.
Można określić nasze granie jako jakąś formę wypadkową pomiędzy
fusion, yassem a psychodelią. Wszyscy bardzo lubimy yass, a więc plony
Tymona Tymańskiego, Mikołaja Trzaski, zespół Miłość i całe to bydgoskie
towarzycho. Słuchamy również dużo post-rocka, transu, klasycznego
jazzu i elektroniki. Nagraliśmy i wydaliśmy płytę pt. „Treble” (płytę
można nabyć poprzez naszą stronę internetową – www.wnetrza.org.pl),
która jest udokumentowaniem pierwszego etapu naszego istnienia,
kiedy byliśmy jeszcze triem. Nasze utwory z reguły są długie, zróżnicowane
aranżacyjnie, o strukturze półotwartej, półimprowizowanej.
Latem planujemy niewielką, kilkudniową trasę koncertową z zaprzyjaźnionym,
warszawskim zespołem Powieki. Nowej płyty można się, jak sądzę,
spodziewać jesienią. Dla mnie osobiście bardzo ważne jest takie uczucie,
które pojawia się za każdym razem, gdy zaczynamy z Wnętrzami coś improwizować; uczucie, które mówi, że właśnie gdzieś wyruszamy, ale nie sposób powiedzieć, dokąd. To szalenie inspirujące. Dla mnie – to nieskrępowane powstawanie, to esencja muzyki.
7. Czy planujesz kolejną edycję Krakowskich Spotkań Undergroundowych?
Tak. Pierwsza edycja wypaliła, warto więc teraz zająć się drugą. Ostatnio
moja wiara w koncertowy Kraków trochę powróciła, więc myślę, że raz jeszcze
poświęcę w tym celu trochę swoich nerwów, czasu i zdrowia. Nie wiem
jeszcze, kiedy to będzie, gdzie i kto zagra, ale myślę, że będzie. Pracuję jeszcze nad jednym projektem – nie będę za dużo opowiadał, aby nie zapeszyć, ale planuję doprowadzenie do wydania płyty, promującej krakowskie zespoły niezależne. Na razie jesteśmy na etapie kompletowania listy zespołów,
w najbliższym czasie przejdziemy do zdobywania funduszy.
Dziękuję za rozmowę.
Osoby zainteresowane współpracą czy wsparciem finansowym przedsięwzięć
kulturalnych organizowanych przez Kubę Sieńczyka proszone są o kontakt
mailowy z Kubą: kubasienczyk@gmail.com