 |
Jesli nie potrafisz odnalezc dobra, znajdz zlo. Jesli nie potrafisz odnalezc dobra, znajdz zlo. Bocian wtulony w plastikowe, czerwone krzeselko szarego tramwaju wygladal przez okno, na ulice, samochody, domy, licealistki, urzedniczki, policjantów, wlamywaczy, morderców i sprzataczki. Bolala go glowa, jego oczy mialy odcien nocnego transu, usta pomarszczone i niby od braku wyschniete wody, kawy, wódki, czy soku pomaranczowego. Bocian czul, ze wyglada jak worek po przeterminowanych zakupach, jak reklamówka z hipermarketu porzucona w tramwaju, na krzeselku, obsikana dwa razy, zarzygana i ledwie jeszcze czytelna. Czul sie wypompowany, wybrany od srodka, wypatroszony i wypalony. Obok siebie niespodziewanie jednak natrafil na zapach czosnku, ziól prowansalskich, octu i curry. To jakis grubas napatoczyl mu sie pod nos prosto. Byl lysawy i z koslawym ryjem, jak ocenil bocian zmeczonym rzutem oka. Gwizdal pod nosem taka jedna piosenke Antoniego Kilimandzaro. Bocian próbowal odszukac w pamieci slowa, natrafil tylko na refren. Refren byl o tym, ze dziewczyna kocha chlopaka a chlopak kocha dziewczyne, jednak nie moga byc ze soba szczesliwi bo sie wzajemnie nienawidza. Bocian, zasmucil sie, wyjrzal przez okno i zobaczyl tecze. Grubas lysawy z koslawym ryjem wysiadl na przystanku Poczta Kolejowa i skierowal sie w strone dworca. Grubas lysawy z koslawym ryjem co gwizdal piosenke Antoniego Kilimandzaro, nazywal sie Gruby Tomasz i jezdzil w wagonie pocztowym z karabinem automatycznym, pilnowal listów, a czasem gdy w brzuchu burczec mu zaczynalo, wyciagal kuchenke skladana na spirytusie, rondelki, patelnie, specjaly rózne i najrózniejsze, gotowal, smazyl, piekl, lub kroil. Tymczasem Bocian byl juz na chodniku, opuscil tramwaj i teraz przez tlum popoludniowy i z lekka wieczorny, przebijal sie w kierunku centrum. Jego zmeczone, wykolejone, zgwalcone i rozjechane oczy, widzialy same z siebie mnóstwo skaczacych czerwonych trójkatów. Powietrze przed nim falowalo lekko, refleksy na szybach blyskaly, asfalt lekko chlonal jego buty. Bylo cieplo, goraco, parno. Niebo bylo juz szare, a czolo nadal potem pokryte. Mokre wlosy. Bocian odczul juz teraz wyraznie, ze jest glodny, pusty w srodku i lekko w brzuchu piekacy. Slina w zaschnietych, lekko popekanych i krzywych przede wszystkim ustach domagala sie uwagi Bociana, obiadu, sniadania, kolacji. I Bocian naraz pomyslal tak idac caly czas po szarych plytach chodnika, o uczuciu które zawsze czujemy w tej magicznej, mistycznej, subtelnej chwili, gdy cieple szare mieso trafia do chlodnego szarego przelyku. Tak, Bocian przyspieszyl kroku, wpadl w znajome zakrety, w codzienny taniec ulicy, w wyscig do budki z jedzeniem. Owa codzienna budka z jedzeniem, byla szara z czerwona tablica, z MIESO biala farba napisem pisanym. Dziewczyna grubsza z lekka, o glupim usmiechu i niefrasobliwym wlosów na glowie ulozeniu, w budce owej na krzeselku siedziala. Kolorowe pismo czytala i w zebach wykalaczka drewniana od niechcenia i dla pielegnacji swojego glupiego usmiechu dlubala. Hamburgera poprosze - Gosem zywego trupa wyszeptal do niej Bocian patrzac przez sekundy ulamek w jej zielone oczy. Oblesna jest – pomyslal w sobie Bocian, a ona zwlekla sie z krzesla i bulke z sezamem do mikrofalowej kuchenki wlozyla. Mikrofalówka zawarczala, a ona z lodówki wyjela kotleta w foli. – Znowu zapomnialam pogrzac miecho, pomyslala, ale to, ze zapomniala humoru nie psulo, jej wcale. Hamburger pachnial plastikiem, setka konserwantów, papierem toaletowym i przypalonym sezamem. Bulka byla twarda, mikrofalowana zbyt dlugo, lamliwa, zgrzytajaca w zebach. Kotlet byl letni, lecz soczysty, to mu jedno przyznac nalezy. Dla Bociana ów kotlet byl teraz jak pocalunek pierwszej dziewczyny, jak pierwszy orgazm, jak hostia, jak zbawienie. Poza tym ogórek kiszony, kapusta pekinska, prazona cebulka, musztarda, keczup, majonez. Wszystko razem, na miejscu jak trzeba. To mile cieplo od bulki, przechodzace przez lekko zatluszczony papier, grzejace palce, przyjemnie jak dlonie kochanki. Poezja, tak wyglada najczystsza poezja.Tymczasem Bocian rozejrzal sie niepewnie w poszukiwaniu zacisznego miejsca, miejsca w którym spokojnie móglby sie oddac syceniu swego pustego zoladka. Miejsca, w którym móglby byc sam, sam na sam ze swoim hamburgerem, ze swoim przeznaczeniem, ze swoim wybawieniem. Znalazl kat przy scianie – trzy metry od kosza na smieci i dwa metry od stoiska z pornograficznymi filmami na plytach cidi. Stanal pewnie. I wgryzl sie pewnie, zdecydowanie. Tak smakuje szczescie, tak smakuje milosc, tak smakuje spelnienie, pomyslal. Byl teraz tylko on i jego bulka. Wszechswiat poza nimi nie istnial juz. Skonczyl sie. Skurczyl. Eksplodowal. Bocian móglby zabic za ta chwile. Móglby zabijac, palic i mordowac, by chwile ta ocalic, przedluzyc w wiecznosc, na zawsze. Do grobu.Nagle Bocian, przy któryms tam kolejnym gryzie poczul, ze ktos przewierca go na wylot wzrokiem, wypala mu dziure w czaszce, uderza w twarz swoimi myslami. Odruchowo spojrzal. Zupelnie odruchowo i bezwiednie, bez zastanowienia sie, czy warto, czy jest taka potrzeba… Bez zastanowienia sie co robi… Zobaczyl niska, skulona dziewczyne, kiepsko ubrana, z wlosami w nieladzie i na twarz nagarnietymi. Taka szara, co do niczego jest i nikt nic od niej nie chce.- Przepraszam pana, ja jestem królewna w zebraczke zmieniona, czy móglby pan mnie pocalowac i odmienic na powrót w królewne, w ten sposób?
12:22 AM
Powered by  | | English | | Albanian | | Arabic | | Bulgarian | | Catalan | | Chinese | | Croatian | | Czech | | Danish | | Dutch | | Estonian | | Filipino | | Finnish | | French | | Galician | | German | | Greek | | Hebrew | | Hindi | | Hungarian | | Indonesian | | Italian | | Japanese | | Korean | | Latvian | | Lithuanian | | Maltese | | Norwegian | | Polish | | Portuguese | | Romanian | | Russian | | Serbian | | Slovak | | Slovenian | | Spanish | | Swedish | | Thai | | Turkish | | Ukrainian | | Vietnamese |
|